Lider na polu minowym. Jak rozbrajać pułapki komunikacyjne.

Lider na polu minowym. Jak rozbrajać pułapki komunikacyjne.

Bycie liderem produkcji może czasami przypominać stąpanie po polu minowym – jeden nieuważny krok i… zamiast sprawnego zespołu masz chaos, konflikty i atmosferę, w której nikt nie chce pracować. Może to być pochopna decyzja, brak reakcji w kluczowym momencie albo jedno nieprzemyślane zdanie, które działa jak lont podłożony pod relacje w zespole. Czasem nie zauważasz tych pułapek, myślisz „Jak to się mogło stać? Co poszło nie tak?” Masz wrażenie, że twój autorytet rozsypuje się w drobny mak, a ty nie wiesz, gdzie popełniłaś błąd.

Za chwilę poznasz pięć sposobów działania, które gwarantują ci wejście na minę z przytupem. Pięć przedstawionych poniżej historii, to sytuacje, które zdarzyły się naprawdę, choć nieco je zmodyfikowałam na potrzeby tego artykułu.

Ponieważ jednak zależy mi, żebyś nie wdepnął na miny, na które weszli ich bohaterowie, udzielę ci kilku saperskich wskazówek, jak takie miny rozbroić, zanim wybuchną.

Jesteś gotowy? No to zaczynamy.

 

Sposób nr 1: Ośmiesz autora pytania – szybko utniesz temat!

Marta, świeżo upieczona liderka, właśnie objęła nowe stanowisko. Chciała zrobić dobre wrażenie, pokazać, że ma wiedzę i pewność siebie. Zespół obserwował ją uważnie – Czy będzie wymagająca? Czy będzie dało się z nią dogadać?

W pewnym momencie podszedł do niej Paweł, jeden z bardziej doświadczonych pracowników i wskazując na biało-żółty symbol na maszynie zapytał:

Marta, co oznacza ten znaczek tutaj?

Marta spojrzała na niego, parsknęła śmiechem i odpowiedziała pytaniem:

Paweł, trzy lata tu pracujesz i nie wiesz?

Kilka osób z zespołu wymieniło porozumiewawcze spojrzenia. Paweł zrozumiał, że się wygłupił. Po co pytał? Wszyscy na pewno uznali go za niekompetentnego. Pokiwał głową, mruknął coś pod nosem i odszedł. Lepiej się było nie wychylać – pomyślał.

Jak Marta mogła zareagować inaczej?
Mogła potraktować pytanie jako szansę na edukację zespołu:

  • Dobre pytanie! Ten znaczek oznacza X. Wiesz co, sprawdźmy razem instrukcję – zobaczymy, czy coś jeszcze jest do wyjaśnienia”
  • „Świetnie, że pytasz! To oznacza Y. Gdybyś miał jakieś wątpliwości w przyszłości, od razu daj znać.”

W ten sposób nie tylko udzieliłaby informacji, ale też pokazała, że pytania są mile widziane.

Sposób nr 2: Nie chwal – bo jeszcze poproszą o podwyżkę!

Krzysztof był liderem zespołu od kilku lat i dobrze znał swoich ludzi. Był przekonany, że nie ma sensu ich chwalić, bo jedyne, co usłyszy w odpowiedzi, to: „To kiedy podwyżka?”.

Pewnego dnia, po trudnym okresie, zespół Janka wykonał zadanie przed czasem. Wszyscy odetchnęli z ulgą – udało się! Janek podszedł do Krzysztofa z lekkim uśmiechem, wyraźnie czekając na jakąś reakcję.

Ale Krzysztof tylko pokiwał głową i powiedział:

Dobra, lecimy dalej, jeszcze sporo roboty.

Janek westchnął cicho i wrócił do pracy. Po chwili usłyszał szepty kolegów:

Myślisz, że w ogóle zauważył, że zrobiliśmy to szybciej niż ktokolwiek?
— Nie liczyłbym na to. Może jakbyśmy się pomylili, to by coś powiedział
.

Efekt? Motywacja w zespole spadała szybciej niż poziom kofeiny w ich organizmach. W końcu po co się starać, skoro i tak nikt tego nie docenia?

 Jak to rozegrać inaczej? Przede wszystkim nie warto unikać pochwał, w obawie, że docenienie pracownika zamieni się w negocjacje płacowe.

Jeśli taka sytuacja wydarzy się tobie bądź przygotowany i skorzystaj z następującego schematu:

  • Informacja: „Kiedy tak reagujesz na moją pochwałę, tracę ochotę, by mówić Ci, co doceniam w Twojej pracy.”
  • Potrzeba – Zależy mi na tym, żebyś wiedział, jak odbieram twoje zaangażowanie.
  • Pytanie – „Czy chcesz słyszeć ode mnie pochwały, nawet jeśli nie będą się wiązały z podwyżką?”

Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, jest szansa na:

  • Porozumienie – „Dobrze, w takim razie będę mówił, co doceniam w twojej pracy.

W takich sytuacjach nagle okazuje się, że ludzie naprawdę chcą być doceniani, nawet bez natychmiastowej podwyżki.

Sposób nr 3: Śmiało ochrzaniaj za błędy – na pewno problem zniknie!

Michał, doświadczony pracownik produkcji, podszedł do swojego przełożonego z nietęgą miną.

Szefie, muszę się przyznać… Zrobiłem coś niezgodnie ze standardami i… no, mamy problem na linii.

Co może zrobić szef, aby skutecznie zniechęcić pracownika do przyznawania się do błędów w przyszłości i zaoszczędzenia mu stresu. Oto kilka sprawdzonych metod:

  • My? To ty masz problem. Zapomnij o premii.” (bo kara finansowa zawsze motywuje do szczerości… albo i nie)
  • Nie spodziewałem się tego po tobie, co ci strzeliło do głowy. Jesteś kompletnie nieodpowiedzialny!” (idealne, jeśli chcesz, żeby więcej nie przyszedł z żadnym problemem, a może i w ogóle do pracy)
  • Co ty sobie wyobrażałeś?!” (pytanie retoryczne, dla wizjonerów, ale skutecznie podcina skrzydła)
  • Wiesz, ile mnie to będzie kosztowało tłumaczenia?!” (tak, bo przecież to główny problem – twoja niewygoda, a nie skutki błędu)

Efekt?  Michał przestał się tłumaczyć. Po co? Przecież szef już zdecydował, że to wyłącznie jego wina. Odchodzi z poczuciem, że więcej nie ma sensu się odzywać. 

Następnym razem nie przyjdzie się przyznać, a Michał o problemie dowie się ostatni, kiedy będzie już za późno na szybką interwencję.

W tej sytuacji można też wybrać metodę na „wspólnika przestępcy”:

  • Widział cię ktoś?!” (bo jak nikt nie widział, to może uda się zamieść sprawę pod dywan)

Sam widzisz, ile jest możliwości działania w tej sytuacji. Jeśli jednak zależy ci, żeby pracownicy zgłaszali błędy, zanim zrobi się naprawdę gorąco, warto zmienić podejście. Spróbuj zadziałać inaczej:

Doceń, że się przyznał – „Dzięki, że mi to mówisz, to ważne.”

Wyraź jasne stanowisko – „Wiesz, że działanie wbrew standardom to poważna sprawa i nie pochwalam tego. Nie ukrywam, że jestem zły.”

Dopytaj o przyczynę – „Co się stało? Jak do tego doszło?”

Dopytaj o skutki – „Jakie są konsekwencje?

Zapytaj o naprawę sytuacji – „Jak możesz to teraz naprawić?”

Zaproponuj swoje rozwiązanie (jeśli to będzie konieczne) – „Moja propozycja naprawy sytuacji jest następująca:…”

Zaproponuj wsparcie – „Jak mogę ci pomóc, żeby to się nie powtórzyło?”

Brzmi prosto? Bo to naprawdę proste i jednocześnie skuteczne – zamiast uczyć ludzi zamiatania problemów pod dywan, zachęcasz ich do mówienia prawdy.

 Sposób nr 4: „To wszystko nie ma sensu!” – Dzielnie walcz o swoją rację, zamiast zadawać pytania.

Podczas zebrania działu produkcji, po wysłuchaniu prezentacji szefa, jeden z pracowników, Bartek, odezwał się wyraźnie zniecierpliwiony:

To wszystko nie ma sensu!

Lider spojrzał na niego uważnie. I co teraz? To bardzo ważny moment. Ważna decyzja. Udowodnić mu, że się myli, czy spróbować zrozumieć jego punkt widzenia?

W przypadku wyboru pierwszej opcji, może wybrać jedną z poniższych, bardzo inspirujących odpowiedzi:

„Nie mamy czasu, nie komplikuj!”

„Jak to nie ma sensu?! Przecież mamy KPI, procedury, a do tego korporacyjne wartości na ścianie!”

„Zawsze szukasz dziury w całym!”

„Nie interesuje mnie twoje zdanie, mądrzejsi od ciebie nad tym pracowali” (to jest hit)

„Po prostu musisz się bardziej postarać!” (klasyka w stylu „Masz problem? Przestań go mieć.”)

Efekt? Bartek przestaje angażować się w dyskusję, a jego frustracja narasta.

A gdyby tak wybrać drugą opcję i wykorzystać pytanie klaryfikujące, żeby lepiej zrozumieć, co pracownik ma na myśli?

  • Co konkretnie, według ciebie, nie ma sensu?”
  • „Co by sprawiło, że to miałoby dla ciebie większy sens?”
  • „Jak możemy to poprawić?”

Zamiast walki i irytacji, mamy informację zwrotną, którą można wykorzystać do ulepszenia procesu. A może taka rozmowa pomoże pracownikowi lepiej zrozumieć o co chodzi i rozwiać obawy, które nadal ma. Magia! A przy okazji – twój pracownik czuje, że jego zdanie ma znaczenie, a nie że jest trybikiem w korporacyjnej machinie, bez prawa głosu.

Sposób nr 5: „Co się będę szarpał…” Przymykaj oko a nowe standardy stworzą się same.

Tomek był liderem zespołu od kilku lat. Na początku trzymał się zasad twardo – jeśli praca kończyła się o 16:00, to znaczyło, że pracownicy wychodzą o 16:00, a nie pięć minut wcześniej. Ale potem zobaczył, że kilku ludzi zaczęło się zbierać o 15:55. Cóż, pięć minut to żadna tragedia – pomyślał. Nie będę się szarpał o takie drobiazgi.

Z czasem „minus pięć minut” stało się normą. A potem zaczęło się „minus dziesięć minut”.  Zanim Tomek się zorientował, zespół działał w nowej, nieoficjalnej strefie czasowej, w której 16:00 oznaczało 15:50.

Pewnego dnia postanowił jednak coś z tym zrobić.

Panowie, musimy wrócić do przestrzegania godzin pracy”.

Ale zamiast kiwnięć głową, usłyszał całą serię wymówek:

No ale przecież wszyscy tak robią!”
„Wojtek (inny lider) nie ma nic przeciwko, a ty się musisz czepiać.”
 „Co ci się nagle stało? Masz zły dzień?”
„Szefie, my tu tradycję pielęgnujemy!”

„O co ci chodzi, to tylko kilka minut.”

I wtedy zrozumiał – przymykanie oka zamieniło się w nowy standard, którego teraz będzie naprawdę trudno się pozbyć.

 Wobec tak mocnych argumentów najłatwiej jest odpuścić. Ale może jednak warto zawalczyć o to, żeby ustalone zasady były przestrzegane? Żeby odwrócić to, co się stało, warto podjąć następujące działania:

  • Dojdź do porozumienia z innymi liderami.Jeśli jeden lider na coś pozwala, a drugi tego samego zabrania, to cały system się sypie.
  • Zwołaj zespół i nazwij rzeczy po imieniu.Słuchajcie, przez jakiś czas godziny pracy były traktowane… luźno. Ale od dziś wracamy do zasad. To, że coś było normą, nie znaczy, że było w porządku.
  • Wprowadź konsekwencje.Nie chodzi o groźby, ale o jasny przekaz: „Reguły są po to, żeby ich przestrzegać, a nie po to, żeby udawać, że ich nie ma.”

 Zasady działają tylko wtedy, gdy się ich przestrzega. Jeśli lider ich nie egzekwuje, ludzie szybko uczą się, że można je dowolnie naginać.

Pole minowe w zarządzaniu nie jest czymś, czego można całkowicie uniknąć, ale można nauczyć się po nim poruszać. Każdy błąd to sygnał, że coś wymaga poprawy – ignorowanie go tylko zwiększa ryzyko kolejnej eksplozji. Najlepsi liderzy nie udają, że błędów nie ma, lecz potrafią je rozpoznawać, analizować i wyciągać wnioski.

Jeśli zamiast nieświadomie wchodzić na miny, zaczniesz budować swój autorytet na solidnych fundamentach – jasno określonych zasadach, dobrej komunikacji i szacunku do ludzi – szybko zauważysz, że twój zespół idzie za tobą, mając pewność, że nie poprowadzisz ich na manowce.

To oczywiście tylko kilka przykładów, takich historii mam znacznie więcej. Przez 25 lat pracy sporo się ich nazbierało. Jeśli cię zaciekawiły i chcesz poznać ich więcej, to zapraszam na moje warsztaty dla liderów.

Pracownik produkcji czy lider zespołu?

Pracownik produkcji czy lider zespołu?

Autor: Dorota Mejri

Pierwsze spotkanie w jednej z firm produkcyjnych. Mam porozmawiać z liderami produkcji na temat ich potrzeb szkoleniowych. Czekam na nich w małej sali przy hali produkcyjnej. Wchodzą w milczeniu, siadają z rękami skrzyżowanymi na piersiach. Ośmiu mężczyzn w różnym wieku i dwie kobiety. Patrzą na mnie trochę jak na istotę z innej planety, bo cóż taka trenerka może wiedzieć o ich pracy.

Zaczynamy rozmawiać. Przyglądają mi się, nie chcą rozmawiać o problemach. To zrozumiałe, widzimy się przecież pierwszy raz, trudno w takiej sytuacji o otwartość i wylewność. Nie wierzą, że moja obecność może coś zmienić, wiele już widzieli. W miarę upływu czasu zaczynają się otwierać. Borykają się z typowymi problemami firm produkcyjnych: duża rotacja pracowników, brak zaangażowania, pracownicy z innych kultur, o których niewiele wiedzą, codzienne problemy na produkcji.

Kasia, team liderka z najkrótszym stażem, która kieruje (!) 40-sto osobowym zespołem, przyznaje: „Nie chciałam być liderką, ale nie było nikogo kto by chciał. Kierownik uznał, że się nadaję, przekonał mnie. W końcu się zgodziłam, ale nie jestem zadowolona. Więcej pracy, więcej odpowiedzialności.” Dłuższa rozmowa pokazuje ich realne problemy. Jednym z najważniejszych jest brak wiedzy z zakresu kierowania ludźmi. Nie mówią tego wprost. Słyszę to w opowiadanych przez nich historiach.

 Pracujemy warsztatowo w cyklach 4-godzinnych. Jestem z nimi na wszystkich zmianach, także na nocnej. Bardzo się angażują w ćwiczenia, dyskutują, wykonują prace domowe. Poznane narzędzia sprawdzają w praktyce, żartują, śmieją się, cieszą z drobnych sukcesów. Widzę, jak się zmieniają z sesji na sesję, są bardziej pewni siebie. Martwię się tylko o jedno, czy wystarczy im zapału, czy otrzymają obiecane wsparcie przy wdrożeniu tego, czego się uczą. Polubiłam ich. Trzymam kciuki.

To jedna z wielu historii, w których uczestniczyłam i które pozwoliły mi lepiej poznać realia pracy liderów pierwszej linii. Bygadzistów, mistrzów, team – liderów i liderów produkcji. Liderzy poziomu operacyjnego bywają niedoceniani a ich potencjał niewykorzystany. Często mają kłopot ze zidentyfikowaniem swojej roli w organizacji, czując się bardziej pracownikami produkcji niż szefami zespołów. Często nie posiadają dostatecznej wiedzy na temat kierowania ludźmi a ich bezpośredni przełożeni nie pozwalają im na samodzielność i podejmują za nich wiele decyzji. Powoduje to obniżenie jakości pracy lidera, obniża jego autorytet w oczach zespołu, wpływa negatywnie na motywację i w konsekwencji odbija się na efektywności całej organizacji.

Z drugiej strony dobry lider wnosi do organizacji bardzo wiele, a efektem jego pracy jest zmotywowany zespół, który z lepszym skutkiem realizuje wyznaczone zadania i osiąga wysoką efektywność pracy.

Pracownik zostaje liderem. Bywa, że nie do końca identyfikuje się ze swoją nową rolą. Spostrzega, że wzrósł zakres jego obowiązków i odpowiedzialności, ale wcale nie idą za tym jakieś szczególne dodatkowe benefity. Jeśli poświęcimy czas, żeby lepiej poznać przyczyny tego problemu to okazuje się, że:

– liderzy nie wiedzą jak mają ludźmi kierować, jak ich motywować, jak komunikować się z nimi w różnych sytuacjach

– nie wiedzą, jak pogodzić realizację codziennych zadań produkcyjnych z kierowaniem ludźmi

– nie czują się komfortowo w tej sytuacji, bo np. jeszcze całkiem niedawno, wspólnie ze swoimi obecnymi podwładnymi, pracowali ramię w ramię na linii produkcyjnej,

– mają przekonania, które nie pozwalają im w pełni wykorzystać potencjału zespołu, np. „kiedy się ludzi chwali to natychmiast oczekują większych pieniędzy, więc lepiej tego nie robić” albo takie:” Jeśli ich teraz zacznę chwalić, czego do tej pory nie robiłem, to „zejdą” mi przy maszynie, zastanawiając się o co naprawdę mi chodzi.

Przyjrzyjmy się zatem kilku kluczowym momentom, w których wpływ lidera pierwszej linii może mieć szczególne znaczenie dla firmy.

  1. Nowy pracownik w firmie

To bardzo ważny moment. Pracownik przychodzi do firmy, mając często mgliste wyobrażenie o pracy, którą będzie wykonywał. Nawet jeśli pracował już wcześniej na podobnym stanowisku, to z całą pewnością trafia do innego środowiska, a ono ma swoje zasady i sposób działania. Od tego w jaki sposób zostanie do nowej pracy wprowadzony zależy, czy pozostanie w firmie dłużej czy zniknie bez śladu następnego dnia. Pomijając fakt, że wielu pracowników może się po prostu do danej pracy nie nadawać, sporą ich ilość firma traci w wyniku zaniedbań, które mają miejsce właśnie w fazie adaptacji pracownika.Na tym etapie rola lidera jest kluczowa. Ma on zadbać o to, żeby nowy pracownik nauczył się w jak najkrótszym czasie prawidłowo wykonywać swoją pracę. Jeśli zrobi to w niewłaściwy sposób, to pracownik:

– poczuje się przytłoczony ogromem informacji, których nie jest w stanie przyswoić i bardzo szybko opuści firmę (czasami już tego samego dnia),

– nabędzie i utrwali złe nawyki, które trudno będzie potem wyeliminować,

– poczuje się pozostawiony samemu sobie, co obniży jego motywację i zgasi zapał już na początku nowej pracy.

Lider musi nie tylko posiadać odpowiednią wiedzę ale powinien umieć ją przekazywać np. w oparciu o zasady instruowania w metodologii TWI*.

* (Trainning Within Industry – program rozwoju umiejętności przełożonych, zawierający konkretne metody wspierania liderów w ich codziennych obowiązkach zarządczych).

 

  1. Zespół, któremu się chce.

Pracownik bardzo szybko orientuje się, kto tak naprawdę decyduje o jego ewentualnych premiach, podwyżkach, nagrodach i innych benefitach. Zdarza się, że nie jest to jego bezpośredni przełożony (lider), ale np. kierownik zmiany. W takiej sytuacji autorytet lidera słabnie, a pracownicy często pomijają, to zbędne według nich ogniwo i zwracają się bezpośrednio do kierownika. Dlatego tak ważne jest, aby na linii lider – kierownik zmiany było wyraźne porozumienie w tej sprawie oraz jasny podział zadań i odpowiedzialności. To lider, znający swoich pracowników, powinien mieć decydujący wpływ na ocenę ich pracy i powiązane z nią benefity.

Z drugiej strony zdarza się, że liderzy mocno wierzą w to, że tylko pieniądze są w stanie zmotywować pracownika i utrzymać go na dłużej w firmie. Taki sposób myślenia sprawia, że bardzo rzadko lub wcale nie sięgają po inne, niematerialne metody wspierania zaangażowania, uważając je za pozbawione sensu.

Nie kwestionuję roli pieniędzy w motywowaniu pracowników. Uważam, że dopóki wynagrodzenie pracownika nie będzie pozwalało mu na zaspokojenie w dostateczny sposób jego potrzeb (nie tylko podstawowych), będzie się on mocno koncentrował na aspekcie finansowym i być może, po cichu, rozglądał za inną pracą.

W pracy, która ze swej natury jest powtarzalna, monotonna i często wykonywana w trudnych warunkach (hałas, wysoka temperatura, ryzyko urazu), trudno jest na pierwszy rzut oka znaleźć inne czynniki, poza pieniędzmi, motywujące pracownika do zwiększenia zaangażowania. I tutaj właśnie pojawia się ogromne pole do działania dla lidera.

– Może on pokazać pracownikowi sens jego pracy, rozmawiając o tym, dlaczego to co robi jest ważne, czemu służy, do czego się przyczynia.

– Może też, poprzez odpowiednie stosowanie pochwał, wzmocnić zaangażowanie pracownika oraz jego poczucie własnej wartości.

– Poprzez odpowiednią informację zwrotną i właściwe korygowanie błędów pracownika, może sprawić, że stanie się on bardziej świadomy tego, czego się od niego wymaga. Będzie też przekonany, że lider jest tą osobą, na której wsparcie zawsze może liczyć.

Może także zaprosić go do decydowania o sposobie realizowania zadań, kontrolowania wyników i angażować w działania doskonalące.

Trzeba jednak pamiętać, że wszystkie te działania odniosą lepszy skutek w środowisku, w którym pracownicy są szanowani i czują się bezpiecznie.

Lider musi wiedzieć w jaki sposób tworzyć najlepsze warunki do budowania zaangażowania  swoich pracowników i wykorzystywać tę wiedzę w praktyce.

  1. Lider jako punkt odniesienia

Pracownicy obserwują swoich szefów i widzą znacznie więcej niż ich szefowie by chcieli. Nawet drobne rozbieżności pomiędzy tym, co przełożeni mówią, tym czego oczekują a tym co sami robią, mogą obniżyć morale pracowników.

Czy to oznacza, że lider ma być nieskazitelny? Oczywiście, że nie. Osoby zbyt idealne, wydają się tak nierealne, że trudno za nimi podążać. Każdemu zdarzają się bowiem mniejsze lub większe wpadki. Sztuka polega na tym, żeby nawet trudną sytuację wykorzystać w sposób pozytywny, wyciągnąć z niej wnioski i naprawić błędy. Działanie spójne z deklarowanymi wartościami i zasadami, jest jednym z ważnych czynników, budujących autorytet lidera.

Rozmowa o wartościach w trakcie codziennej „operatywki”, sprawia, że ludzie skupiają się nie tylko na tym jakie rezultaty osiągają, ale w jaki sposób to robią. Rozmawiają nie tylko o wskaźnikach, ale także o swoich wzajemnych relacjach, oczekiwaniach i pojawiających się problemach.

Przy okazji lider może się upewnić, jak jego pracownicy rozumieją „uczciwość”, „wzajemną pomoc”, „rozwój” itd. Wtedy system organizacyjnych wartości żyje nie tylko, gdzieś na ścianie, ale także wśród jej pracowników.

Lider powinien rozumieć rolę wartości w organizacji i umieć o nich rozmawiać ze swoimi pracownikami.

 

  1. Firma, w której chce się pracować.

Coraz częściej słyszę, jak firmy, szczególnie produkcyjne, narzekają na brak ludzi do pracy. Często muszą, jak to określają, „brać to co jest na rynku”. To oczywiście powoduje wiele konsekwencji dla organizacji, do których należą m.in. niedopasowanie pracownika do wymagań stanowiska, kultury organizacyjnej, duża rotacja i wiele innych. Bo przecież nie chodzi nam tylko o ręce, ale o całego człowieka, o jego serce i umysł.

Przy dużej konkurencji na rynku, niezwykle ważne jest, żeby dana firma była dla potencjalnych pracowników, pożądanym miejscem pracy. Dlatego firmy dwoją się i troją, żeby wypracować takie rozwiązania, które sprawią, że pracownicy sami będą zabiegać u nich o pracę. Przygotowują programy, które skupiają się na kulturze organizacyjnej, procesach i przywództwie, aby firma stała się atrakcyjna dla pracowników różnych generacji i różnego pochodzenia, w tym milenialsów i obcokrajowców.

Popularna teza, że pracownicy przychodzą do firm a odchodzą z powodu szefów, nie jest postawiona bez powodu. Relacje z bezpośrednim przełożonym, mają wpływ na to, w jaki sposób pracownik będzie się czuł w firmie, jak będzie pracował i jak długo w niej zostanie.

Lider musi być świadomy swojego wpływu na ludzi, stylu jakim kieruje zespołem i umieć wykorzystać tę wiedzę zarówno w osiąganiu rezultatów biznesowych organizacji jak i budowaniu pozytywnych relacji w swoim zespole.

  1. Dowieźć projekt do końca.

Niedawno zadzwonił do mnie kolega, który zajmuje się optymalizacją procesów produkcyjnych. Był lekko zdenerwowany: ”Słuchaj, potrzebuję Twojej pomocy. Wszystko jest policzone, wypracowane, rozpisane. Są już pierwsze rezultaty, ale boję się, że liderzy nie dowiozą tego projektu do końca.”

„A co się takiego dzieje? Powiesz mi więcej?” – zapytałam. „Mają narzędzia, ale jakoś niechętnie z nich korzystają. Mam wrażenie, że utknęliśmy”- odpowiedział. Zapytałam go, czy liderzy wiedzą jak te narzędzia stosować i przede wszystkim po co mają to robić. „Tak, wdrażamy ich w to sukcesywnie. Mam wrażenie, że brakuje im zaangażowania. Nigdy nie sądziłem, że będę się musiał martwić o projekt z tego powodu. Ale oni po prostu nie potrafią o tym rozmawiać ze swoimi ludźmi. I ciągle narzekają, że nie mają na to czasu.”

To typowa sytuacja. Coraz więcej firm dostrzega ten problem u siebie. Rozumieją, że nie da się wprowadzać zmian w organizacji, bez odpowiednio przygotowanych liderów. Wiedza na temat tego, jak ludzie funkcjonują w zmianie, czego się obawiają, jakie są najważniejsze przyczyny oporu jest nie tylko mile widziana, ale wręcz konieczna, szczególnie na stanowiskach kierowniczych.

Lider powinien wiedzieć w jaki sposób przeprowadzać ludzi przez zmiany, jak z nimi rozmawiać, jak wspierać ich w najtrudniejszych momentach.

  1. Usamodzielnianie pracowników, aby mieć czas na bycie szefem.

To wszystko ładnie, pięknie, tylko kiedy ja mam to robić?”. To zdanie słyszałam już wiele razy, kiedy zachęcałam liderów do tego, żeby więcej czasu poświęcali na rozmowy ze swoimi ludźmi.

Rozdzielanie zadań, kontrola realizacji planu, pilnowanie dostaw, kontakty z innymi działami, gaszenie pożarów (awarie, nagłe zlecenia, konflikty), kontrolowanie wskaźników, naprawianie błędów, rozwiązywanie problemów z absencją i odejściami pracowników to codzienna rutyna lidera produkcji. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że czas jest wypełniony po brzegi i nie ma miejsca na rozmowy z pracownikami, to w rzeczywistości jest to możliwe.

Żeby tak się stało lider musi przestać zajmować się cudzymi problemami a zaoszczędzony w ten sposób czas przeznaczyć na sprawy najważniejsze.

Nie zajmuj się rozwiązywaniem cudzych problemów! – ta zasada Cię wyzwoli. Menedżer rozwiązujący problemy za swoich pracowników bardzo szybko staje się najmniej efektywnym członkiem zespołu”

Ken Blanchard „Jednominutowy menedżer spotyka małpę”

Problem powinien być rozwiązywany na najniższym możliwym poziomie organizacyjnym. To oznacza, że lider musi wiedzieć, kiedy sprawą musi się zająć osobiście, a kiedy powinien to zrobić jego pracownik. Z moich obserwacji wynika, że wielu liderów na hasło: „Szefie, mamy problem…(tu następuje opis problemu) natychmiast przejmuje jego rozwiązanie na siebie.

Kiedy o tym rozmawiamy, padają różne argumenty: „No ale przecież jeśli nie rozwiążę tego problemu, to stracę autorytet w oczach pracownika. `Pomyśli, że nie potrafię tego zrobić.”

„Jest tyle roboty, że muszę odciążyć ludzi”, „Nikt nie jeździ wózkiem (widłowym) tak dobrze jak ja, zrobię to najszybciej” itp.

A przecież taka sytuacja to idealny moment na to, żeby nauczyć pracownika samodzielności. Dlatego zamiast rozwiązywania problemu za niego, można mu zadać pytanie: ”Co proponujesz zrobić w tej sytuacji?” „Od czego zaczniesz?”, „Kto Ci może pomóc?”. Kiedy pracownicy nauczą się rozróżniać problemy z którymi powinni poradzić sobie sami od tych, którymi musi zająć się szef, zyska on więcej czasu na sprawy ważne.

Przykładowe zadania lidera w obszarze kierowania ludźmi

Możliwe konsekwencje braku działań lidera w obszarze kierowania ludźmi

instruowanie pracownika

– rozmowa o wartościach

– ustalanie celów

– budowanie relacji

– motywowanie, docenianie

– udzielanie informacji zwrotnej, korygowanie błędów

– usamodzielnianie pracowników

 

naprawianie błędów, usterek, braki na produkcji

– niejasne zasady, konflikty

– absencja i odejścia pracowników,

– awarie

– zajmowanie się cudzymi problemami, stres

Źródło : opracowanie własne

Lider musi wiedzieć w jaki sposób efektywnie zarządzać swoim czasem i w jaki sposób ustalać priorytety, aby skupiać się na sprawach ważnych. Pozwala to ograniczyć ilość sytuacji kryzysowych w organizacji.

Wpływ liderów pierwszej linii na efektywność firmy jest nie do przecenienia.  Dobrze przygotowani liderzy:

– przekazują wartości,

– wprowadzają nowych pracowników do pracy,

– stwarzają warunki do tego, aby pracownicy się mogli zaangażować w swoją pracę, 

– wprowadzają i pilnują zasad nie tylko w zakresie jakości produkcji, ale także w obszarze relacji interpersonalnych,

– korygują niewłaściwe zachowania,

– rozwiązują problemy i konflikty,

– przekazują informacje i rozmawiają o rezultatach,

– uczą pracowników samodzielności, zajmując się tylko tym, czym powinni się zajmować.

Już pobieżna analiza pracy lidera pierwszej linii pokazuje, jak duże znaczenie ma właściwy wybór i odpowiednie przygotowanie osoby, która ma pracować na tym stanowisku. To właśnie lider pierwszej linii jest osobą, która ma ciągły i bezpośredni kontakt z pracownikami. A skoro tak jest, to warto zadbać o to, aby był dobrze do tej roli przygotowany.

Z mojego doświadczenia wynika, że są to ludzie, którzy chętnie pracują nad rozwojem swoich kompetencji, robią szybkie postępy i starają się wdrażać to, czego się nauczyli, w praktyce.

Oczywiście sposób rozwoju tych kompetencji może przybierać różne formy. Od Akademii Lidera Produkcji po indywidualną pracę z trenerem na hali produkcyjnej. Wybór odpowiedniej metody zależy od organizacji, jej potrzeb i możliwości. Na pewno jednak, nie można liderów pierwszej linii po prostu pozostawić samym sobie, rzucając na głębokie wody i wierząc, że jakoś dadzą sobie radę.

Przywództwo, prawdziwe przywództwo, to nie twierdza dla tych, którzy siedzą na szczycie. To odpowiedzialność za wszystkich, którzy należą do grupy. Chociaż ci z wyższą rangą mają władzę działania na większą skalę, każdy z nas jest odpowiedzialny za dbanie o silny Krąg Bezpieczeństwa. Już dzisiaj musimy zacząć robić małe rzeczy dla dobra innych…po jednej naraz. Niech każdy z nas będzie takim liderem, jakiego chciałby mieć”.  (Simon Sinek  „Liderzy jedzą na końcu”)